Darmowa dostawa od 200,00 zł

„Nigdy nie przepracowałem ani jednego dnia”. Jak naprawdę wygląda fizjoterapia w sporcie? Rozmowa z Jarosławem Szandrocho

„Nigdy nie przepracowałem ani jednego dnia”. Jak naprawdę wygląda fizjoterapia w sporcie? Rozmowa z Jarosławem Szandrocho

 

Czy regeneracja może decydować o wyniku meczu? Dlaczego sen jest ważniejszy niż suplementy i jak wyglądała fizjoterapia, gdy nikt jeszcze nie mówił o „biohackingu”? Na stadionie Tarczyński Arena Wrocław rozmawiamy z Jarosławem Szandrocho – człowiekiem, który od ponad 30 lat stoi za zdrowiem zawodników Śląsk Wrocław i widział sport od środka, zanim stał się „high-tech”.

 

 

Martyna Krawczyk (yellowSPORT): Spotykamy się w miejscu, które jest dużą częścią Twojego życia. Zacznijmy od początku – jak to się stało, że zostałeś fizjoterapeutą i trafiłeś do Śląska?

Jarosław Szandrocho: To w sumie zaczęło się bardzo prosto – od piłki. Chodziłem na mecze jeszcze jako dzieciak, z tatą. Pamiętam lata 80., gdy piłka nożna była dla mnie bardzo ważna, mistrzostwa świata, zeszyty pełne rysowanych akcji, kolekcja proporczyków, różnych wywiadów. Ta pasja była od zawsze. Potem przyszły studia fizjoterapii we Wrocławiu i naturalny krok – spróbować dostać się do klubu. Na Oporowskiej był gabinet, złożyłem papiery… i zostałem. Najpierw na próbę.

Tylko że ja stamtąd nie wychodziłem. Naprawdę – czasem ochrona mnie wyganiała do domu.

Czyli klasyczne „właściwy człowiek na właściwym miejscu”?

Bardziej: bardzo chcieć być we właściwym miejscu. (śmiech) Przez rok pracowałem za darmo. Ale wtedy to było normalne – najpierw trzeba było pokazać, co się potrafi. Dla mnie możliwość pracy z klubem, noszenia herbu, była czymś ogromnym.

Powiedziałeś kiedyś, że nigdy nie przepracowałeś ani jednego dnia w Śląsku. To mocne.

Bo to prawda. Ja tu jestem od ponad 30 lat i ani jednego dnia nie czułem, że idę do pracy. To zawsze była przygoda. Coś, co chcesz robić, a nie musisz. Oczywiście były trudne momenty. Klub nie płacił przez pół roku, byliśmy blisko upadku. Ale to właśnie takie sytuacje weryfikują, czy jesteś tu dla pieniędzy, czy dla czegoś więcej.

Dla Ciebie to było…?

Dla mnie to było życie. I nadal tak jest. Ta moja pasja pchała mnie właśnie do przodu. Wiedziałem, że nawet jeśli w danym momencie dotykamy dna, to, jeżeli się zepniemy, będziemy na szczycie. I tak jak życie pokazało, takie dążenie, takie myślenie, takie marzenie miało sens. I dotknąłem dna, ale trzymałem też Puchar Mistrza Polski i tego mi już nikt nie zabierze. Myślę, że to jest miłość z dwóch stron.

 fizjoterapia-w-sporcie
 ile-snu-potrzebuje-sportowiec

 

Ty kochasz Śląsk Wrocław, Śląsk Wrocław kocha Ciebie, bo przygotowując się do tego wywiadu, przeczytałam, że Jarek to Śląsk Wrocław. Jak się czujesz z tym, że jesteś tak ważną osobą dla tego klubu?

Ja tak tego nie postrzegam. To, że spotkałaś się z taką opinią, to kwestia czasu, on sprawił, że dziś mówi się o mnie „legenda”, ale legendy to leżą na Powązkach. Ja jestem zwykłym chłopakiem, który trafił do swojego ukochanego klubu i – jak zawsze żona mi tłumaczyła –nie ma człowieka większego od klubu. I nie można bynajmniej mówić, że jest się klubem, bo klub był beze mnie i będzie beze mnie.

Mówi się o Tobie „kreatywny fizjoterapeuta”. Brzmi ciekawie, ale co to właściwie znaczy?

To znaczy, że nie zamykasz się w książkach. Ja zawsze łączyłem medycynę konwencjonalną z naturalną (stąd też ludzie zawsze na mnie mówili szaman). Jedna bez drugiej ma wiele ograniczeń. Razem – dają dużo większe możliwości. Dyskutując z doktorami, mówię im: „Dobra, macie rację, ale ta konwencjonalna medycyna ma 200, może 250 lat, a wiecie, ile ma naturalna? Istnieje, odkąd człowiek powstał. Jeżeli będziecie się obrażać na medycynę naturalną, to efekty medycyny konwencjonalnej będą, na pewno, ale będą do pewnego etapu. Nie przeskoczycie tego. Tak samo jest w naturalnej. Jeżeli się zamkniesz tylko na naturalną, dojdziesz do pewnego momentu i nie ruszysz dalej”.

Moim celem było połączenie jednej i drugiej. Stosowałem różne rzeczy: od klasycznej fizjoterapii, przez naturalne okłady, aż po hirudoterapię, czyli pijawki. Dla wielu to było dziwne, ale efekty były bardzo konkretne – szybsza regeneracja, mniej obrzęków.

Nie wszyscy w sporcie są tak otwarci.

To prawda. Ale w sporcie liczy się efekt. Jeśli masz zawodnika, który według wszystkich nie powinien zagrać… a wychodzi na boisko i robi dobrą robote, to nagle wszyscy zaczynają patrzeć inaczej. Czasem to jest to 5%, które daje przewagę.

 

Jak zmieniła się fizjoterapia sportowa na przestrzeni lat?

 

Jak bardzo zmieniła się fizjoterapia od momentu, kiedy zaczynałeś?

Ogromnie. To jest inny świat. Kiedyś mieliśmy wiedzę, ale brakowało technologii. Dziś mamy wszystko – sprzęt do fizjoterapii, badania, dostęp do informacji. To przeskok o kilka epok. Ale zmieniło się coś jeszcze – świadomość zawodników.

Na lepsze?

Zdecydowanie. Dzisiaj zawodnicy patrzą na najlepszych – jak trenują, jak jedzą, jak się regenerują. Wzorują się na takich nazwiskach jak Cristiano Ronaldo, Lionel Messi czy Robert Lewandowski. Widzą, że detale robią różnicę. Kiedyś? Zawodnik zjadł, co miał pod ręką, i szedł grać. Nikt się nie zastanawiał nad timingiem posiłku czy nawodnieniem.

Brzmi jak rewolucja. Ale czy jest coś, za czym tęsknisz, a odeszło już do przeszłości?

Charakter. Dawniej zawodnicy mieli trudniej – gorsze warunki, długie podróże, brak komfortu. To budowało odporność psychiczną. Dzisiaj wszystko jest bardziej poukładane, profesjonalne… ale czasem brakuje tej surowości.

Zatrzymajmy się na chwilę przy regeneracji. Czy naprawdę może ona decydować o wyniku meczu?

Może, i często decyduje. Jeśli zawodnik nie jest zregenerowany w 100%, to zmęczenie się kumuluje. Najpierw jest 10%, potem 20%, potem 30%… i nagle pojawia się kontuzja. To nie są przypadki. Żeby trenować na maksymalnym obciążeniu, musisz być maksymalnie zregenerowana. Nie może być tak, że jesteś wypoczęta w 90%, bo ten poziom zmęczenia będzie się nakładał. I potem jest tak, że jesteś na drugi dzień w 90% zregenerowana i znowu Ci te 10% brakuje, to już na następny dzień jesteś w 80%, w 70%, w 60%, w 50% itd. To oczywiście zależy od zawodnika.

Są tacy, którzy przy 70% łapią kontuzję, inni przy 50%, a jeszcze inni przy 90%. Dlaczego? Bo zmęczenie powoduje wolniejsze płynięcie sygnału z mózgu, że trzeba nogę postawić w ten sposób, czy zablokować, czy skręcić, czy coś. Wiadomo, że kontuzji wynikających z walki o piłkę nie jesteśmy w stanie przewidzieć. A inne kontuzje, które się przydarzają, czy naciągnięcie mięśnia jakiegoś, to są rzeczy, które są albo spowodowane złym nawodnieniem, zmęczeniem, tym, że człowiek nie był zregenerowany w 100%, więc to ma bardzo duży wpływ w każdym momencie sezonu i na to trzeba bardzo mocno zwracać uwagę.

 

Czy sen naprawdę wpływa na formę sportową?

 

Czyli największy problem to…?

Brak podstaw.

Na przykład?

Sen. To najbardziej niedoceniany element regeneracji. Ludzie szukają skomplikowanych rozwiązań, a ignorują coś, co mają za darmo. Sen przed północą ma ogromne znaczenie. Bez niego wszystko się sypie – koncentracja, reakcja, regeneracja.

A młodzi zawodnicy?

Jeszcze bardziej. Oni rosną, rozwijają się, trenują i się uczą. To jest ogromne obciążenie dla organizmu. A często śpią za mało. Młodzi chłopcy w wieku 15–18 lat powinni spać minimum 10 godzin. Ich organizmy się rozwijają, zmienia się gospodarka hormonalna, więc są bardzo mocno przeciążone wszystkim. Ten okres wzrostu jest bardzo trudny, a niestety ludzie sobie to bagatelizują, bo to młody… No dlatego że młody, powinniśmy mieć nad nim największą kontrolę i wtedy im najwięcej pomagać oraz pamiętać o regeneracji

Z Twojej perspektywy – co dziś robi największą różnicę w sporcie?

Detale. Sport to nie jest już jeden wielki element, tylko suma małych rzeczy, takich jak: sen, regeneracja, odżywianie, przygotowanie mentalne.

Czasem o wyniku decyduje to, czy w 90. minucie jesteś o pół sekundy szybszy.

Pracujesz w zawodzie już ponad 30 lat. Co dalej Cię napędza?

Chcę, żeby Śląsk Wrocław był najlepszy. Naprawdę. To jest bardzo proste.

I dalej czujesz, że to nie jest praca?

Tak. I mam nadzieję, że to się już nie zmieni.


 

3 pytania, 3 odpowiedzi

1. Doświadczenie czy nowe technologie?

Jedno i drugie.

2. Spokojny wieczór z żoną i dziećmi czy meczowe emocje?

Na tym etapie życia już spokojny wieczór.

3. Praca z młodym czy doświadczonym zawodnikiem?

Lubię pracę zarówno z młodymi piłkarzami, jak i z tymi doświadczonymi.

 


 

Jarosław Szandrocho – legendarny fizjoterapeuta i kierownik pionu medycznego WKS Śląsk Wrocław, z którym związany jest od 1995 roku — przez ten czas wspierał sztaby szkoleniowe ponad 20 trenerów, towarzysząc klubowi zarówno w chwilach spadku do III ligi, jak i przy zdobywaniu medali mistrzostw Polski. Za wieloletnią działalność został uhonorowany Brązową i Srebrną Odznaką PZPN oraz Złotą Odznaką Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej. Jest również wielkim miłośnikiem i propagatorem historii WKS-u — jego pasja zaowocowała wydaniem książki poświęconej dziejom Śląska Wrocław.

 


 

 Slask-Wroclaw-wywiad

 

Chcesz dowiedzieć się więcej? Wolisz słuchać niż czytać? 

Już teraz odsłuchaj rozmowy z Jarosławem Szandrocho na kanale yellowSPORT na YouTube!

Pokaż więcej wpisów z Kwiecień 2026
pixel